Gorące tematy: Iran i Irak vs USA Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1708 postów 302 komentarze

PREZYDENT

Czerwony Korsarz z Gdańska - RADNY DZIELNICY GDAŃSK-STOGI. Od 2014 r. prowadzę redakcję POMORSKIEJ TELEWIZJI NARODOWEJ, którą to z mojego pomysłu pomógł mi założyć EUGENIUSZ SENDECKI. Od 2006 roku jestem Prezydentem założonej przeze mnie www.fundacja - slawpol.eu

WIZYTA MINISTRA OBRONY ROSJI W NADNIESTRZU

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Siergiej Szojgu udał sie do Moldawi.....likwidować dawne magazyny broni ....Związku Radzieckiego!?


Woenny ekspert Vladislav Shurigin - Wizyta ministra obrony Rosji Siergiej Szojgu w Naddniestrzu.

 
24 sierpnia miało miejsce wydarzenie, które wykroczyło daleko poza zwykłą kronikę polityczną. W porozumieniu z mołdawskim przywództwem delegację rosyjską odwiedziła delegacja rosyjska pod przewodnictwem ministra obrony Federacji Rosyjskiej, generała armii Siergieja Szojgu. Jest to pierwsza oficjalna wizyta Siergieja Szojgu w republice podczas jej niepodległości, czyli w ciągu ostatnich 28 lat.

Siergiej Szojgu sprawdził warunki służby rosyjskich sił pokojowych i wysłuchał raportów starszego szefa wojskowego kontyngentu pokojowego Wspólnych Sił Federacji Rosyjskiej Olega Leukhina i szefa Grupy Zadaniowej Sił Rosyjskich w Naddniestrzu Dmitrija Zelenkowa.

Jednocześnie wizyta Ministra Obrony Rosji nie wyglądała jak „lot jastrzębia”, wręcz przeciwnie, Siergiej Szojgu wygłosił ważne oświadczenie w Naddniestrzu, które ma ogromne znaczenie zarówno dla Mołdawii, jak i Naddniestrza. Zaproponował wspólne zbycie jednego z największych magazynów amunicji w Europie, zlokalizowanych na terytorium PMR.


Jak kupić kamizelkę Sił Powietrznych?
Prawdziwe kamizelki powietrzne w Barracuda! Wszystkie rozmiary 100% bawełna. Dostawa
Dowiedz się więcej
armilit.ru

Boks rytualny ubój bydła
„Strona rosyjska proponuje rozpoczęcie procesu usuwania amunicji znajdującej się w magazynie w pobliżu wsi Kolbasna w regionie Naddniestrza w Republice Mołdowy i jest gotowa zapewnić do tego niezbędny sprzęt” - powiedział prezydent Mołdawii Igor Dodon w swoim kanale telegramowym.

Igor Dodon podziękował szefowi rosyjskiego departamentu wojskowego, podkreślając, że wdrożenie tych środków znacznie zmniejszy napięcia w kraju i regionie jako całości. Zapewnił także Siergieja Szojgu, że propozycja zostanie rozpatrzona i uwzględniona.

Przypomnijmy, że magazyny we wsi Kolbasna zostały zbudowane w latach czterdziestych ubiegłego wieku. W czasach Związku Radzieckiego magazyn ten stanowił strategiczny arsenał dla całego zachodniego okręgu wojskowego.

W rzeczywistości w Naddniestrzu Siergiej Szojgu występował w roli znawcy pokoju znanego z poprzedniej służby w Ministerstwie ds. Zagrożeń. Oprócz negocjacji w sprawie usuwania amunicji, format operacji pokojowej został rozszerzony, dzięki czemu na brzegach Dniestru panował pokój przez 27 lat. I jako rozjemca, Shoigu nie ma sobie równych.

W końcu był to Shoigu, który obronił dyplom z Politechniki Krasnojarskiej w Instytucie w sprawie zapobiegania sytuacjom awaryjnym i zapobiegania im, a następnie wiele lat poświęcił walce z sytuacjami kryzysowymi i ratowaniem ludzi. Zaczynając od ochotniczej ekipy ratowniczej, stał się jednym z założycieli służb ratowniczych w Rosji, inicjując pomysł stworzenia rosyjskiego korpusu ratunkowego. A potem przekształcił korpus, którym kierował w tym czasie, w Ministerstwo Sytuacji Nadzwyczajnych - Ministerstwo Sytuacji Nadzwyczajnych - agencję znaną każdemu mieszkaniecowi Rosji.

Przez dwadzieścia dwa lata ministerstwo stało się jednym z kluczowych, niemal stale uczestniczącym w eliminowaniu klęsk żywiołowych, operacjach humanitarnych w różnych regionach Rosji i gorących punktach. I wszędzie rosyjscy ratownicy pokazali się jako nieustraszeni profesjonaliści.

Doceniono zasługę ministra ds. Sytuacji nadzwyczajnych. 20 lat temu, 20 września 1999 r., Za odwagę w wypełnianiu obowiązku likwidacji konsekwencji związanych z niszczycielskimi działaniami bandytów w Czeczeńskiej Republice, Republice Inguszetii i Dagestanie, minister nadzwyczajny Siergiej Szojgu otrzymał najwyższą nagrodę kraju - tytuł Bohatera Rosji.

Od 2012 roku Siergiej Kuzhugetovich jest szefem rosyjskiego Ministerstwa Obrony. I w tej pozycji udowodnił, że jest wybitnym mężem stanu. Pod jego kierownictwem przeprowadzono operację zapewniającą bezkrwawy powrót Krymu, operację mającą na celu zniszczenie terrorystycznego quasi-państwowego ISIS * w Syrii. Reforma wojskowa, która uczyniła armię rosyjską jedną z najbardziej zaawansowanych na świecie, została doprowadzona do zamierzonego rezultatu. I nie bez powodu przekonanie to od dawna umocniło się w powszechnej świadomości - tam gdzie jest Shoigu, tam jest zwycięstwo!

* Organizacja jest zabroniona w Rosji decyzją Sądu Najwyższego. 

KOMENTARZE

  • Tutaj alternatywna do IPNowskiej historia początku II wojny światowej.
    Znalezione w sieci.
    Warto przeczytać by uzmysłowić sobie jak bardzo propaganda odbiega od prawdy. Warto przeczytać by nie robić za pożytecznego idiotę... bo to wstyd

    "
    Czytałem tutaj parę postów krytykujących Bruska za jego stanowisko w temacie rozpętania II Wś. Może się mylę, ale od pewnego czasu czytam tutaj coraz więcej rusofobicznych postów, ludzi którzy mało wiedzą a dużo piszą. Nie mogę się oprzeć wrażeniu że są tutaj osoby którym bardzo zależy na rozpieprzeniu bloga pana Bruska. Poniżej opublikowany artykuł jak najbardziej potwierdza wypowiedzi pana Bruska w tym temacie.

    Cały artykuł opiera sie na streszczeniu książki kanadyjskiego historyka Michaela Jabara Carleya.
    Jest to ciekawa analiza częściowo nieznanych faktów, które opublikował, jak by nie było, człowiek zajmujący sie zawodowo wydarzeniami historycznymi mający dostęp do archiwów i źródeł w większości niedostępnych dla ogółu. Więc coś musi się zgadzać w tej analizie, tym bardziej że pochodzi ona z książki zachodniego historyka i wypisy z niej publikowane są przez francuskiego dziennikarza.

    Poniższy tekst tego artykułu został opublikowany na stronie francuskich niezależnych dziennikarzy śledczych „Investig’action“. Został on przetłumaczony z pomocą translatora internetowego z moimi korrekturami aby był bardziej zrozumiały.

    Pakt Hitler-Stalin z 23 sierpnia 1939 roku: Mit i rzeczywistość

    Autor: Jacques Pauwels (23 sierpnia 2019 r.)

    W niezwykłej książce, „1939 : The Alliance That Never Was and the Coming of World War II“, kanadyjski historyk Michael Jabara Carley opisuje, jak pod koniec lat 30. ubiegłego wieku Związek Radziecki wielokrotnie próbował, ale ostatecznie nie zdołał zawrzeć paktu o wzajemnym bezpieczeństwie, innymi słowy sojuszu obronnego z Wielką Brytanią i Francją. Zaproponowane porozumienie miało na celu przeciwstawienie się nazistowskim Niemcom, które pod dyktatorskim przywództwem Hitlera zachowywały się coraz bardziej agresywnie i prawdopodobnie dotyczyło innych krajów, w tym Polski i Czechosłowacji, które miały powody do obaw przed niemieckimi ambicjami. Bohaterem tego radzieckiego podejścia do sił zachodnich był minister spraw zagranicznych, Maksym Litwinow.
    Moskwa chciała zawrzeć taki traktat, ponieważ przywódcy radzieccy zbyt dobrze wiedzieli, że wcześniej czy później Hitler zamierzał zaatakować i zniszczyć ich państwo. Rzeczywiście, w „Mein Kampf”, opublikowanym w latach dwudziestych XX wieku, bardzo wyraźnie stwierdził, że gardził nim jako „Rosja rządzona przez Żydów” (Russland unter Judenherrschaft), ponieważ był to owoc rewolucji rosyjskiej, dzieło bolszewików, którzy rzekomo byli niczym innym jak bandą Żydów. A w latach 30. praktycznie wszyscy zainteresowani sprawami zagranicznymi zbyt dobrze wiedzieli, że wraz z jego remilitaryzacją Niemiec, jego zakrojonym na szeroką skalę programem zbrojeniowym i innymi naruszeniami Traktatu Wersalskiego Hitler przygotowywał się do wojny, której ofiarą miał być Związek Radziecki. Dowodzi tego dość wyraźnie szczegółowe opracowanie czołowego historyka wojskowego i politologa, Rolfa-Dietera Müllera, zatytułowane „Der Feind steht im Osten: Hitlers geheime Pläne für einen Krieg gegen die Sowjetunion im Jahr 1939” („Wróg jest na wschodzie: Tajemne plany Hitlera dotyczące wojny ze Związkiem Radzieckim w 1939 r.”)
    Hitler budował wtedy armię niemiecką i zamierzał wykorzystać ją do starcia Związku Radzieckiego z powierzchni ziemi. Z punktu widzenia elit, które nadal były u władzy w Londynie, Paryżu i w innych częściach tzw. świata zachodniego, był to plan, który mogli jedynie zatwierdzić i chcieliby zachęcić, a nawet wesprzeć. Dlaczego?
    Związek Radziecki był wcieleniem przerażającej rewolucji społecznej, źródłem inspiracji i wskazówek dla rewolucjonistów w ich własnych krajach, a nawet w ich koloniach, ponieważ Sowieci byli również antyimperialistami, którzy poprzez Komintern (lub III Międzynarodówkę) wspierali walkę o niepodległość w koloniach mocarstw zachodnich.

    Poprzez interwencję zbrojną w Rosji w latach 1918-1919 próbowali już zabić smoka rewolucji, który podniósł tam głowę w 1917 r., ale projekt ten nie powiódł się. Przyczyną tego fiaska były z jednej strony ostry opór rosyjskich rewolucjonistów, którzy cieszyli się poparciem większości narodu rosyjskiego i wielu innych narodów byłego imperium carskiego, a z drugiej strony opozycja w samych krajach interwencjonistycznych, gdzie żołnierze i cywile współczuli bolszewickim rewolucjonistom i ujawniali to poprzez demonstracje, strajki, a nawet bunt. Panowie u władzy w Londynie i Paryżu musieli zadowolić się tworzeniem i wspieraniem państw antyradzieckich i antyrosyjskich – głównie Polski i krajów bałtyckich – wzdłuż zachodniej granicy byłego imperium carskiego, tworząc w ten sposób „cordon sanitaire”, który miał chronić Zachód przed infekcją bolszewickim wirusem rewolucyjnym.
    W Londynie, Paryżu i innych stolicach Europy Zachodniej elity miały nadzieję, że rewolucyjny eksperyment w Związku Radzieckim sam się załamie, ale ten scenariusz się nie powiódł. Przeciwnie, począwszy od wczesnych lat trzydziestych, kiedy to Wielki Kryzys spustoszył świat kapitalistyczny, Związek Radziecki doświadczył pewnego rodzaju rewolucji przemysłowej, która pozwoliła ludności cieszyć się znacznym postępem społecznym, a kraj stał się silniejszy nie tylko gospodarczo, ale i militarnie. W rezultacie socjalistyczny „system przeciwdziałania” kapitalizmowi – i jego ideologii komunistycznej – stawał się coraz bardziej atrakcyjny w oczach plebejczyków z Zachodu, którzy coraz bardziej cierpieli z powodu bezrobocia i nędzy. W tym kontekście Związek Radziecki stał się jeszcze bardziej kolcem w boku elit w Londynie i Paryżu. Z drugiej strony Hitler, z planami antyradzieckiej krucjaty, stawał się coraz bardziej użyteczny i sympatyczny. Ponadto korporacje i banki, zwłaszcza amerykańskie, ale także brytyjskie i francuskie, zarobiły dużo pieniędzy, pomagając nazistowskim Niemcom w zbrojeniu i pożyczając wiele pieniędzy potrzebnych do tego celu. Wreszcie, co nie mniej ważne, uważano, że zachęcanie do niemieckiej krucjaty na Wschodzie zmniejszy, jeśli nie całkowicie wyeliminuje ryzyko niemieckiej agresji wobec Zachodu. W ten sposób możemy zrozumieć, dlaczego propozycje Moskwy dotyczące sojuszu obronnego przeciwko nazistowskim Niemcom nie spodobały się tym panom. Ale był powód, dla którego nie mogli sobie pozwolić na odrzucenie tych propozycji bez dalszej zwłoki.
    Po pierwszej wojnie światowej elity po obu stronach kanału La Manche zostały zmuszone do wprowadzenia dość daleko idących reform demokratycznych w Wielkiej Brytanii. Z tego powodu konieczne stało się uwzględnienie opinii laburzystów, a także innych lewicowych „szkodników“ zaludniających władzę ustawodawczą, a czasem nawet włączenie ich do rządów koalicyjnych. Opinia publiczna i znaczna część mediów była w przeważającej mierze wrogo nastawiona do Hitlera i dlatego zdecydowanie popierała radziecką propozycję sojuszu obronnego przeciwko nazistowskim Niemcom. Elity chciały uniknąć takiego sojuszu, ale chciały również stworzyć wrażenie, że tego chcą; przeciwnie, elity chciały zachęcić Hitlera do ataku na Związek Radziecki, a nawet mu w tym pomóc, ale musiały dopilnować, aby opinia publiczna nigdy nie dowiedziała się o tym. Dylemat ten przyniósł polityczną trajektorię, której oczywistą funkcją było przekonanie opinii publicznej, że przywódcy z zadowoleniem przyjęli radziecką propozycję wspólnego frontu antynazistowskiego, ale której ukrytą – innymi słowy realną – funkcją było wspieranie antyradzieckich projektów Hitlera: niesławna „polityka ustępstw”, kojarzona przede wszystkim z nazwiskiem brytyjskiego premiera Neville’a Chamberlain’a i jego francuskiego odpowiednika, Édouarda Daladiera.

    Zwolennicy ustępstw przystąpili do działania, gdy tylko Hitler doszedł do władzy w Niemczech w 1933 roku i rozpoczął przygotowania do wojny, wojny przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Już w 1935 r. Londyn dał Hitlerowi rodzaj zielonego światła na ponowne uzbrojenie, podpisując z nim traktat morski. Następnie Hitler naruszył wszelkie postanowienia traktatu wersalskiego, np. przywrócił obowiązkową służbę wojskową w Niemczech, uzbroił wojsko niemieckie po zęby, a w 1937 r. zaanektował Austrię. Za każdym razem mężowie stanu w Londynie i Paryżu jęczeli i protestowali, aby zrobić dobre wrażenie na społeczeństwie, ale zakończyli akceptując fakt dokonany. Opinia publiczna uwierzyła, że taka pobłażliwość jest konieczna, aby uniknąć wojny. Ta wymówka była początkowo skuteczna, ponieważ większość Brytyjczyków i Francuzów nie chciała angażować się w nową edycję morderczej pierwszej wojnie światowej z lat 1914-1918. Z drugiej strony, szybko stało się jasne, że ustępstwa wzmocniły militarnie nazistowskie Niemcy i uczyniły Hitlera coraz bardziej ambitnym i wymagającym. W związku z tym opinia publiczna w końcu poczuła, że poczyniono za dużo ustępstw wobec niemieckiego dyktatora i w tym momencie Sowieci, w osobie Litwinowa, przedstawili propozycję sojuszu antyhitlerowskiego. Spowodowało to ból głowy dla zwolennikow ustępstw, od których Hitler oczekiwał jeszcze większych ustępstw.
    Dzięki poczynionym już ustępstwom nazistowskie Niemcy stawały się wojskowym Behemotem, a w 1939 r. tylko wspólny front mocarstw zachodnich i Sowietów wydawał się być w stanie go opanować, ponieważ w przypadku wojny Niemcy musiałyby walczyć na dwóch frontach. Pod silną presją opinii publicznej przywódcy z Londynu i Paryża zgodzili się negocjować z Moskwą, ale „w maści była mucha”: Niemcy nie miały wspólnej granicy ze Związkiem Radzieckim, ponieważ Polska została wciśnięta pomiędzy te dwa kraje. Oficjalnie przynajmniej Polska była sojusznikiem Francji, więc można się było spodziewać przystąpienia do sojuszu obronnego przeciwko nazistowskim Niemcom, ale rząd w Warszawie był wrogo nastawiony do Związku Radzieckiego, sąsiada, który był uważany za równie niebezpieczny jak nazistowskie Niemcy. Uparcie odmawiał zezwolenia Armii Czerwonej, aby w przypadku wojny przeszła na terytorium Polski w celu stoczenia walki z Niemcami. Londyn i Paryż odmówiły wywarcia presji na Warszawę, więc negocjacje nie doprowadziły do porozumienia.
    W międzyczasie Hitler wysunął nowe żądania, tym razem wobec Czechosłowacji. Kiedy Praga odmówiła zrzeczenia się terytorium zamieszkałego przez mniejszość niemieckojęzyczną zwaną Sudetami, sytuacja groziła wojną. Była to wyjątkowa okazja do zawarcia sojuszu antyhitlerowskiego ze Związkiem Radzieckim i silną militarnie Czechosłowacją jako partnerami Brytyjczyków i Francuzów: Hitler stanąłby przed wyborem pomiędzy upokarzającym wycofaniem się a praktycznie pewną porażką w wojnie na dwóch frontach. Oznaczało to jednak również, że Hitler nigdy nie byłby w stanie rozpocząć antyradzieckiej krucjaty, której elity w Londynie i Paryżu tak bardzo pragnęły. Dlatego Chamberlain i Daladier nie wykorzystali kryzysu czechosłowackiego do utworzenia wspólnego frontu antyhitlerowskiego z Sowietami, ale zamiast tego popędzili samolotem do Monachium, aby zawrzeć z niemieckim dyktatorem umowę, w której ziemie sudeckie, do których należała czechosłowacka wersja Maginot Line, zostały zaproponowane Hitlerowi na srebrnym talerzu. Rząd czechosłowacki, z którym nawet nie skonsultowano się, nie miał innego wyjścia, jak tylko się poddać, a Sowieci, którzy zaoferowali pomoc wojskową Pradze, nie zostali zaproszeni na to niesławne spotkanie.

    W „pakcie” zawartym z Hitlerem w Monachium brytyjscy i francuscy mężowie stanu poszli na ogromne ustępstwa wobec niemieckiego dyktatora; nie dla utrzymania pokoju, ale po to, by móc nadal marzyć o nazistowskiej krucjacie przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Ale dla mieszkańców ich własnych krajów umowa została przedstawiona jako najbardziej sensowne rozwiązanie kryzysu, który groził wywołaniem ogólnej wojny. „Pokój w naszych czasach” – to triumfalnie ogłosił Chamberlain po powrocie do Anglii. Miał na myśli pokój dla własnego kraju i jego sojuszników, ale nie dla Związku Radzieckiego, na którego zniszczenie z rąk nazistów niecierpliwie czekał.
    W Wielkiej Brytanii byli również politycy, w tym garstka lojalnych członków krajowej elity, którzy sprzeciwiali się polityce ustępstw Chamberlaina, na przykład Winston Churchill. Nie uczynili tego z sympatii dla Związku Radzieckiego, ale nie ufali Hitlerowi i obawiali się, że ustępstwa mogą przynieść skutek przeciwny do zamierzonego na dwa sposoby. Po pierwsze, podbój Związku Radzieckiego zapewniłby nazistowskim Niemcom praktycznie nieograniczone surowce, w tym ropę naftową, żyzne ziemie i inne bogactwa, a tym samym pozwoliłby Rzeszy ustanowić na kontynencie europejskim hegemonię, która stanowiłaby większe zagrożenie dla Wielkiej Brytanii niż Napoleon kiedykolwiek wcześniej. Po drugie, w miarę możliwości przeceniana była władza nazistowskich Niemiec i słabość Związku Radzieckiego, tak aby antyradziecka krucjata Hitlera mogła doprowadzić do radzieckiego zwycięstwa, a w rezultacie do potencjalnej „bolszewizacji” Niemiec i być może całej Europy. Dlatego też Churchill bardzo krytycznie odniósł się do porozumienia zawartego w Monachium. Podobno zauważył, że w stolicy Bawarii Chamberlain mógł wybierać między hańbą a wojną, że wybrał hańbę, ale i wojnę. Z jego „pokojem w naszych czasach” Chamberlain uczynił to w rzeczywistości w sposób godny pożałowania. Zaledwie rok później, w 1939 r., jego kraj został uwikłany w wojnę z nazistowskimi Niemcami, które dzięki skandalicznemu paktowi monachijskiemu stały się jeszcze większym wrogiem.
    Głównym czynnikiem decydującym o niepowodzeniu negocjacji między duetem angielsko-francuskim i sowieckim była niewypowiedziana niechęć zachodnich elit do zawarcia umowy antyhitlerowskiej. Czynnikiem pomocniczym była odmowa rządu w Warszawie zezwolenia na obecność wojsk sowieckich na terytorium Polski w przypadku wojny z Niemcami. Dało to Chamberlainowi i Daladierowi pretekst do niezawarcia umowy z Sowietami, który to pretekst był konieczny dla zaspokojenia opinii publicznej. (Ale wyczarowano też inne wymówki, na przykład rzekomą słabość Armii Czerwonej, która rzekomo uczyniła ze Związku Radzieckiego bezużytecznego sojusznika.) Jeśli chodzi o rolę odgrywaną przez polski rząd w tym dramacie, istnieją poważne nieporozumienia. Przyjrzyjmy się im bliżej.
    Przede wszystkim należy wziąć pod uwagę, że międzywojenna Polska nie była krajem demokratycznym, a raczej dalekim od niego. Po odzyskaniu niepodległości pod koniec I wojny światowej jako tytularna demokracja, nie trwało długo, jak kraj znalazł się pod żelazną ręką dyktatora wojskowego, generała Józefa Piłsudskiego, działającego w imieniu hybrydowej elity reprezentującej arystokrację, Kościół katolicki i burżuazję. Nie-demokratyczny reżim nadal sprawował władzę po śmierci generała w 1935 r., pod przywództwem „pułkowników Piłsudskiego”, którego prymus inter pares był Józef Beck, minister spraw zagranicznych. Jego polityka zagraniczna nie odzwierciedlała ciepłego stosunku do Niemiec, które utraciły część swojego terytorium na korzyść nowego państwa polskiego, w tym „korytarza”, który oddzielał niemiecki region Prus Wschodnich od reszty Rzeszy; istniały również tarcia z Berlinem z powodu ważnego portu bałtyckiego w Gdańsku (Danzig), deklarowanego przez Traktat Wersalski jako niezależne miasto-państwo, do ktorego miały aspiracje zarówno Polska jak i Niemcy.

    Stosunek Polski do wschodniego sąsiada, Związku Radzieckiego, był jeszcze bardziej wrogi. Piłsudski i inni polscy nacjonaliści marzyli o powrocie wielkiego polsko-litewskiego imperium XVII i XVIII wieku, które rozciągało się od Bałtyku do Morza Czarnego. Piłsudski wykorzystał rewolucję i późniejszą wojnę domową w Rosji, by w czasie wojny rosyjsko-polskiej 1919-1921 zdobyć ogromny kawałek terytorium byłego imperium carskiego. Terytorium to, znane raczej niedokładnie jako „Kresy Wschodnie”, rozciągnęło się na kilkaset kilometrów na wschód od słynnej linii Curzona, która powinna być wschodnią granicą nowego państwa polskiego, przynajmniej według mocarstw zachodnich, które pod koniec I wojny światowej były ojcami chrzestnymi nowej Polski. Region ten zamieszkiwali głównie Białorusini i Ukraińcy, ale w następnych latach Warszawa miała „spolonizować” go w jak największym stopniu, sprowadzając polskich osadników. Płomienie polskiej wrogości wobec Związku Radzieckiego podsycał również fakt, że Sowieci sympatyzowali z komunistami i innymi plebejczykami, którzy sprzeciwiali się patrycjuszowskiemu reżimowi w samej Polsce. Wreszcie, polska elita była antysemicka i przyjęła koncepcję judeo-bolszewizmu, pogląd, że komunizm i wszystkie inne formy marksizmu były częścią nikczemnej żydowskiej intrygi, a Związek Radziecki produkt bolszewickiej, a zatem rzekomo żydowskiej rewolucji, oznaczał „Rosję rządzona przez Żydów”. Mimo to stosunki z dwoma potężnymi sąsiadami zostały w miarę możliwości znormalizowane za czasów Piłsudskiego poprzez zawarcie dwóch traktatów o nieagresji, jednego ze Związkiem Radzieckim w 1932 roku i jednego z Niemcami wkrótce po dojściu Hitlera do władzy, a mianowicie w 1934 roku.
    Po śmierci Piłsudskiego polscy przywódcy nadal marzyli o ekspansji terytorialnej do granic quasi-mitycznej Wielkiej Polski z dalekiej przeszłości. Dla realizacji tego marzenia wydawało się, że na wschodzie, a zwłaszcza na Ukrainie, części Związku Radzieckiego, która rozciągała się zapraszająco między Polską a Morzem Czarnym, istnieją liczne możliwości. Pomimo sporów z Niemcami i formalnego sojuszu z Francją, która liczyła na pomoc Polski w przypadku konfliktu z Niemcami, najpierw sam Piłsudski, a następnie jego następcy flirtowali z reżimem nazistowskim w nadziei na wspólne podbicie terytoriów radzieckich. Antysemityzm był kolejnym wspólnym mianownikiem dwóch reżimów, które określiły plany pozbycia się mniejszości żydowskich, na przykład poprzez deportację do Afryki.
    Zbliżenie Warszawy do Berlina odzwierciedlało megalomanię i naiwność polskich przywódców, którzy wierzyli, że ich kraj jest wielką potęgą tego samego kalibru co Niemcy, taką, którą Berlin będzie szanować i traktować jako pełnoprawnego partnera. Naziści rozbudzili tę iluzję, ponieważ osłabili w ten sposób sojusz między Polską a Francją. Do polskich ambicji wschodnich zachęcał również Watykan, który spodziewał się znacznych dywidend płynących z katolickich podbojów Polski, głównie na prawosławnej Ukrainie, uważanej za dojrzałą do przejścia na katolicyzm. W tym kontekście, we współpracy z Polską i Watykanem, narodził się nowy mit – fikcja głodu zaaranżowanego przez Moskwę na Ukrainie, która miała umożliwić przedstawienie przyszłych polskich i niemieckich interwencji zbrojnych jako akcji humanitarnej. Mit ten miał zostać wskrzeszony w czasie zimnej wojny i stać się mitem tworzenia niepodległego państwa ukraińskiego, które wyłoniło się z ruin Związku Radzieckiego. (Dla obiektywnego spojrzenia na ten głód odwołujemy się do wielu artykułów amerykańskiego historyka Marka Taugera, eksperta od historii radzieckiego rolnictwa; zostały one opublikowane razem w wydaniu francuskim „Famine et transformation agricole en URSS”).

    Znajomość tego kontekstu pozwala nam zrozumieć postawę polskiego rządu w czasie negocjacji w sprawie wspólnego frontu obronnego przeciwko nazistowskim Niemcom. Warszawa utrudniła te negocjacje nie ze strachu przed Związkiem Radzieckim, lecz przeciwnie, z powodu antyradzieckich aspiracji i towarzyszącego im zbliżenia z nazistowskimi Niemcami. Pod tym względem polska elita znalazła się na tej samej długości fali co jej brytyjskie i francuskie odpowiedniki. Możemy więc zrozumieć, dlaczego po zawarciu układu monachijskiego, który pozwolił nazistowskim Niemcom na zaanektowanie regionu Sudetów, Polska zdobyła kawałek czechosłowackiego łupu terytorialnego, czyli miasto Cieszyn i jego okolice. Napadając na tą część Czechosłowacji jak hiena, jak zauważył Churchill, polski reżim ujawnił swoje prawdziwe intencje – i swój współudział z Hitlerem. Ustępstwa zwolenników ustępstw uczyniły nazistowskie Niemcy silniejszymi niż kiedykolwiek wcześniej i uczyniły Hitlera bardziej pewnym siebie, aroganckim i wymagającym. Po Monachium ujawnił, że jest daleki od nasycenia, a w marcu 1939 r. naruszył układ monachijski, okupując resztę Czechosłowacji. We Francji i w Wielkiej Brytanii opinia publiczna była w szoku, ale elity rządzące nie zrobiły nic innego, jak tylko wyraziły nadzieję, że „Herr Hitler” stanie się w końcu „rozsądny”, czyli rozpocznie wojnę przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Hitler zawsze miał taki zamiar, ale zanim oddał się brytyjskim i francuskim ustępstwom, chciał wymusić od nich kolejne ustępstwa. Poza tym, po tym, jak Niemcy stały się o wiele silniejsze dzięki wcześniejszym ustępstwom, czy zachodni „partnerzy” byli w stanie odmówić mu prawdopodobnie ostatniej, niewielkiej przysługi, o którą prosił? Ta ostatnia mała przysługa dotyczyła Polski.
    Pod koniec marca 1939 r. Hitler nagle zażądał Gdańska, a także części terytorium Polski między Prusami Wschodnimi a resztą Niemiec. W Londynie Chamberlain i jego koledzy archidiecezjalni byli w rzeczywistości skłonni do ponownego poddania się, ale opozycja wywodząca się z mediów i Izby Gmin okazała się zbyt silna, aby do tego dopuścić. Chamberlain nagle zmienił kurs i 31 marca formalnie – ale zupełnie nierealistycznie, jak zauważył Churchill – obiecał Warszawie pomoc zbrojną w przypadku niemieckiej agresji przeciwko Polsce. W kwietniu 1939 r., kiedy badania opinii publicznej ujawniły to, co wszyscy już wiedzieli, a mianowicie, że prawie dziewięćdziesiąt procent Brytyjczyków chciało zawrzeć sojusz antyhitlerowski zarówno po stronie Związku Radzieckiego, jak i Francji, Chamberlain znalazł się w obowiązku oficjalnego okazania zainteresowania sowiecką propozycją rozmów o „bezpieczeństwie zbiorowym” w obliczu zagrożenia ze strony nazistów.
    W rezultacie zwolennicy ustępstw nadal nie byli zainteresowani propozycją sowiecką i myśleli o wszelkiego rodzaju pretekstach, aby uniknąć zawarcia umowy z krajem, którym pogardzali i przeciwko krajowi któremu potajemnie spiskowali. Dopiero w lipcu 1939 roku zadeklarowali gotowość do rozpoczęcia negocjacji wojskowych, a dopiero na początku sierpnia wysłano w tym celu delegację francusko-brytyjską do Leningradu. W odróżnieniu od prędkości, z jaką rok wcześniej sam Chamberlain (w towarzystwie Daladiera) pośpieszył samolotem do Monachium, tym razem zespół niskiej rangi dyplomatow został wysłany do Związku Radzieckiego na pokładzie powolnego frachtowca. Ponadto, gdy po przejechaniu przez Leningrad dotarli wreszcie 11 sierpnia do Moskwy, okazało się, że nie posiadają uprawnień i autorytetu wymaganych do takich rozmów. W tym czasie Sowieci mieli już dość i można zrozumieć, dlaczego zerwali negocjacje.
    W międzyczasie Berlin dyskretnie rozpoczął zbliżenie z Moskwą. Dlaczego? Hitler czuł się zdradzony przez Londyn i Paryż, które wcześniej poszły na różnego rodzaju ustępstwa, ale teraz odmówiły mu Gdańska i stanęły po stronie Polski, a tym samym stanęły przed perspektywą wojny z Polską, która odmówiła mu przejęcia Gdańska razem z francusko-brytyjskim duetem. Aby wygrać tę wojnę, niemiecki dyktator potrzebował aby Związek Radziecki pozostał neutralny, i za to był gotów zapłacić wysoką cenę. Z perspektywy Moskwy uwertura Berlina wyraźnie kontrastowała z postawą zachodnich ustępstw, które domagały się od Sowietów złożenia wiążących obietnic pomocy, ale bez oferowania znaczącego quid pro quo. To, co rozpoczęło się w maju między Niemcami a Związkiem Radzieckim jako nieformalne rozmowy w kontekście negocjacji handlowych bez większego znaczenia, którymi początkowo nie interesowali się Sowieci, przerodziło się w poważny dialog z ambasadorami obu krajów, a nawet ministrami spraw zagranicznych: Joachimem von Ribbentropem i Vyacheslavem Molotovem, który zastąpił Litvinova.

    Czynnikiem, który odegrał drugorzędną rolę, ale nie powinien być jednak niedoceniany, jest fakt, że wiosną 1939 r. wojska japońskie stacjonujące w północnych Chinach zaatakowały terytorium Związku Radzieckiego na Dalekim Wschodzie. W sierpniu zostaliby oni pokonani i odsunięci, ale to japońskie zagrożenie postawiło Moskwę przed perspektywą stoczenia wojny na dwóch frontach, chyba że znaleziono sposób na wyeliminowanie zagrożenia ze strony nazistowskich Niemiec. Moskwa otrzymała możliwość zneutralizowania tego zagrożenia przez propozycje paktu z Berlina.
    Jednak dopiero w sierpniu, gdy przywódcy radzieccy zdali sobie sprawę, że Brytyjczycy i Francuzi nie przybyli na negocjacje w dobrej wierze, węzeł został przecięty i Związek Radziecki podpisał 23 sierpnia pakt o nieagresji z nazistowskimi Niemcami. Porozumienie to nosiło nazwę paktu Ribbentrop-Mołotow na cześć ministrów spraw zagranicznych, ale miało stać się również znane jako pakt Hitler-Stalin. To, że takie porozumienie nie było zaskoczeniem: wielu przywódców politycznych i wojskowych w Wielkiej Brytanii i we Francji wielokrotnie przewidywało, że polityka ustępstw Chamberlaina i Daladiera wpędzi Stalina „w ramiona Hitlera”.
    „W ramiona” jest w tym kontekście niewłaściwym wyrażeniem. Pakt z pewnością nie odzwierciedlał ciepłych uczuć między sygnatariuszami. Stalin odrzucił nawet sugestię włączenia do tekstu kilku konwencjonalnych linii dotyczących hipotetycznej przyjaźni między obydwoma narodami. Co więcej, porozumienie to nie był sojusz, ale jedynie pakt o nieagresji. Jako takie, było ono podobne do kilku innych paktów o nieagresji, które zostały podpisane wcześniej z Hitlerem, na przykład przez Polskę w 1934 roku. Sprowadziło się to do obietnicy, że nie będziemy atakować się nawzajem, lecz utrzymywać pokojowe stosunki, obietnicy, że każda ze stron prawdopodobnie dotrzyma tej obietnicy tak długo, jak długo będzie to dogodne. Do umowy dołączono tajną klauzulę dotyczącą rozgraniczenia stref wpływów w Europie Wschodniej dla każdego z sygnatariuszy. Linia ta odpowiadała mniej więcej linii Curzona, tak więc „Kresy Wschodnie” znalazły się w sferze sowieckiej. To, co w praktyce oznaczał ten układ teoretyczny, nie było jasne ale pakt z pewnością nie oznaczał podziału lub amputacji terytorialnej Polski porównywalnej z losem narzuconym Czechosłowacji przez Brytyjczyków i Francuzów w pakcie, który podpisali z Hitlerem w Monachium.
    Fakt, że Związek Radziecki rościł sobie prawo do strefy wpływów poza swoimi granicami, jest czasem opisywany jako dowód złowieszczych intencji ekspansjonistycznych; jednakże tworzenie stref wpływów, czy to jednostronnie, dwustronnie, czy wielostronnie, było od dawna powszechnie akceptowaną praktyką wśród mocarstw dużych i nie tak dużych, a często miało na celu uniknięcie konfliktu. Na przykład doktryna Monroe, która „zapewniała, że Nowy Świat i Stary Świat mają pozostać wyraźnie odrębnymi sferami wpływów” (Wikipedia), rzekomo uprzedzała transatlantyckie nowe przedsięwzięcia kolonialne europejskich potęg, które mogły doprowadzić je do konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi. Podobnie, gdy Churchill odwiedził Moskwę w 1944 r. i zaproponował Stalinowi, aby wyrzeźbić Półwysep Bałkański na strefy wpływów, intencją było uniknięcie konfliktu między ich krajami po zakończeniu wojny z nazistowskimi Niemcami.

    Hitler był teraz w stanie zaatakować Polskę, nie ryzykując, że będzie musiał walczyć przeciwko Związkowi Radzieckiemu i francusko-brytyjskiemu duetowi, ale niemiecki dyktator miał dobre powody, by wątpić, że Londyn i Paryż wypowiedzą wojnę. Bez pomocy ze strony Związku Radzieckiego było jasne, że Polska nie będzie mogła otrzymać żadnej skutecznej pomocy i Niemcy nie potrzebowały dużo czasu na pokonanie kraju. (Tylko generalicja w Warszawie uważała, że Polska jest w stanie przetrwać napaść potężnych hord nazistowskich). Hitler zbyt dobrze wiedział, że architekci ustępstw nadal mieli nadzieję, że prędzej czy później spełni on ich najskrytsze życzenie i zniszczy Związek Radziecki, aby byli gotowi zamknąć oczy na jego agresję na Polskę. Był też przekonany, że Brytyjczycy i Francuzi, nawet jeśli wypowiedzą wojnę Niemcom, nie zaatakują na Zachodzie.
    Niemiecki atak na Polskę rozpoczął się 1 września 1939 roku. Londyn i Paryż wahały się jeszcze kilka dni z wypowiedzeniem wojny nazistowskim Niemcom. Ale nie zaatakowali Rzeszy, podczas gdy większość jej sił zbrojnych atakowała Polskę, czego obawiali się niektórzy niemieccy generałowie. W rzeczywistości zwolennicy ustępstw wypowiedzieli wojnę Hitlerowi tylko dlatego, że domagała się tego opinia publiczna. W tajemnicy mieli nadzieję, że Polska wkrótce się skończy, aby „Herr Hitler” mógł wreszcie zwrócić uwagę na Związek Radziecki. Prowadzona przez nich wojna była jedynie „wojną fałszywą”, jak by to słusznie nazwano, szaradą, w której ich wojska, które mogły praktycznie wkroczyć do Niemiec, pozostawały bezczynnie osadzone za linią Maginota. Teraz jest prawie pewne, że sympatycy Hitlera w obozie Francuzów, a być może także brytyjscy zwolennicy dali do zrozumienia niemieckiemu dyktatorowi, że może wykorzystać całą swoją potęgę militarną, aby dokończyć Polskę bez obawy przed atakiem mocarstw zachodnich. (Odnosimy się do książek Annie Lacroix-Riz, Le choix de la défaite. Les élites françaises dans les années 1930, i De Monachium a Vichy. L’assassinat de la 3e République.)
    Polscy obrońcy byli przytłoczeni i szybko stało się jasne, że rządzący krajem będą musieli się poddać. Hitler miał wszelkie powody, by wierzyć, że tak się stanie, a jego warunki niewątpliwie pociągnęłyby za sobą poważne straty terytorialne dla Polski, zwłaszcza oczywiście w zachodnich rejonach kraju, graniczących z Niemcami. Niemniej jednak okrojona Polska najprawdopodobniej nadal by istniała, podobnie jak po kapitulacji w czerwcu 1940 r. Francja miała nadal istnieć pod przykrywką Vichy-France. Jednak 17 września rząd polski nagle uciekł do sąsiedniej Rumunii, kraju neutralnego. W ten sposób przestał istnieć, ponieważ zgodnie z prawem międzynarodowym nie tylko personel wojskowy, ale także członkowie rządu kraju w stanie wojny muszą być internowani po wjeździe do kraju neutralnego na czas trwania działań wojennych. Było to działanie nieodpowiedzialne, a nawet tchórzliwe, z nikczemnymi konsekwencjami dla kraju. Bez rządu Polska faktycznie zdegenerowała się w rodzaj ziemi niczyjej – terra nullius, by użyć terminologii prawnej – w której podbijający Niemcy mogli robić to, co im się podobało, ponieważ nie było z kim negocjować o losach pokonanego kraju.

    Sytuacja ta dała również Sowietom prawo do interwencji. Kraje sąsiadujące mogą zajmować potencjalnie anarchiczny terra nullius; ponadto, gdyby Sowieci nie interweniowali, Niemcy bez wątpienia zajęliby każdy centymetr kwadratowy Polski, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dlatego też 17 września 1939 r. Armia Czerwona wkroczyła do Polski i zaczęła zajmować wschodnie rejony kraju, wspomniane wcześniej „Kresy Wschodnie”. Konflikt z Niemcami został uniknięty, ponieważ terytorium to należało do sowieckiej strefy wpływów ustanowionej w Pakcie Ribbentrop-Mołotow. Tu i ówdzie oddziały niemieckie, które przedostały się na wschód od linii demarkacyjnej, musiały się wycofać, aby zrobić miejsce dla żołnierzy Armii Czerwonej. Tam, gdzie nawiązali kontakt, wojsko niemieckie i radzieckie zachowywały się prawidłowo i przestrzegały tradycyjnego protokołu. Było to niekiedy związane z jakąś ceremonią, ale nigdy nie było wspólnych „parady zwycięstwa”.
    Ponieważ ich rząd poszedł z dymem, polskie siły zbrojne, które nadal stawiały opór, zostały prawdopodobnie zdegradowane do poziomu nieregularności, partyzantów, narażonych na wszelkie ryzyko związane z tą rolą. Większość polskich jednostek wojskowych pozwalała na rozbrojenie i internowanie przez przybywającą Armię Czerwoną, ale czasami opór był w rzeczywistości stawiany, na przykład przez wojska dowodzone przez oficerów wrogo nastawionych do Sowietów. Wielu takich oficerów służyło w wojnie polsko-rosyjskiej 1919-1921 i rzekomo popełniło zbrodnie wojenne, takie jak rozstrzeliwanie jeńców wojennych. Powszechnie przyjmuje się, że mężczyźni ci zostali później zlikwidowani przez Sowietów w Katyniu i innych miejscach. (Choć w odniesieniu do Katynia pojawiły się ostatnio wątpliwości, temat ten został szczegółowo przeanalizowany w książce Grovera Furra „Tajemnica zbrodni katyńskiej”.)
    Wielu polskich żołnierzy i oficerów zostało internowanych przez Sowietów zgodnie z zasadami prawa międzynarodowego. W 1941 r., po tym jak Związek Radziecki zaangażował się w wojnę i w związku z tym nie obowiązywały go już zasady postępowania neutralnych osób, mężczyźni ci zostali przeniesieni do Wielkiej Brytanii (przez Iran), aby ponownie podjąć walkę z nazistowskimi Niemcami po stronie zachodnich sojuszników. W latach 1943-1945 w znacznym stopniu przyczynili się oni do wyzwolenia znacznej części Europy Zachodniej (znacznie bardziej tragiczny los spotkało polskie wojsko, które dostało się w ręce Niemców). Wśród tych, którzy skorzystali z okupacji wschodnich terenów Polski przez Sowietów, znaleźli się również Żydzi. Zostali przeniesieni w głąb Związku Radzieckiego i w ten sposób uniknęli losu, który by ich czekał, gdyby jeszcze byli na miejscu, kiedy Niemcy przybyli tam jako zdobywcy w 1941 roku. Wielu z nich przeżyło wojnę i miało później rozpocząć nowe życie w USA, Kanadzie i oczywiście w Izraelu.

    Okupacja „Kresów Wschodnich” została przeprowadzona prawidłowo, to znaczy, zgodnie z zasadami prawa międzynarodowego, więc działanie to nie stanowiło „ataku” na Polskę. Wielu historyków (i polityków) przedstawiło różne rzeczy, ale nie zarzucano Rosji ataku we współpracy z nazistowsko-niemieckim „sojusznikiem”. Związek Radziecki nie stał się sojusznikiem nazistowskich Niemiec, zawierając z nimi pakt o nieagresji, ani nie stał się sojusznikiem z powodu okupacji „Kresów Wschodnich”. Hitler musiał tolerować tę okupację, ale z pewnością wolałby, aby Sowieci w ogóle nie interweniowali, aby mógł przejąć całą Polskę. W Anglii Churchill publicznie wyraził swoją aprobatę dla inicjatywy sowieckiej z 17 września, właśnie dlatego, że uniemożliwiła ona nazistom podbicie Polski w całości. To, że inicjatywa ta nie stanowiła ataku, a zatem nie była aktem wojny z Polską, wynikało również wyraźnie z faktu, że Wielka Brytania i Francja, formalni sojusznicy Polski, nie wypowiedzieli wojny Związkowi Radzieckiemu, co z pewnością by uczynili. Również Liga Narodów nie nałożyła sankcji na Związek Radziecki, co by się stało, gdyby uznała to za autentyczny atak na jednego ze swoich członków.
    Z perspektywy sowieckiej okupacja Polski na wschodzie oznaczała odzyskanie części jej własnego terytorium, utraconego w wyniku konfliktu rosyjsko-polskiego z lat 1919-1921. Prawdą jest, że Moskwa uznała tę stratę w traktacie pokojowym z Rygi, który położył kres tej wojnie w marcu 1921 r., ale Moskwa nadal szukała możliwości odzyskania „Kresów Wschodnich”, a w 1939 r. okazja ta zmaterializowała się i została wykorzystana. Można za to napiętnować Sowietów, ale w tym przypadku należy również napiętnować Francuzów, na przykład za odzyskanie Alzacji-Lotaryngii pod koniec I wojny światowej, ponieważ Paryż uznał utratę tego terytorium w traktacie pokojowym we Frankfurcie, który zakończył wojnę francusko-pruską w latach 1870-1871.
    Ważniejszy jest fakt, że okupacja – czy wyzwolenie, czy też odzyskanie, czy jakkolwiek by ją nazwać – „Kresów Wschodnich” zapewniła Związkowi Radzieckiemu niezwykle użyteczny atut, który w żargonie terminologii wojskowej nazywany jest „glacis”, czyli otwartą przestrzenią, przez którą musi przejść napastnik, zanim dotrze do defensywnego obwodu miasta lub twierdzy. Stalin wiedział, że niezależnie od paktu Hitler prędzej czy później zaatakuje Związek Radziecki, a atak ten nastąpi w czerwcu 1941 roku. W tym czasie Hitler musiał rozpocząć atak z punktu wyjścia znacznie dalej od ważnych miast w sercu Związku Radzieckiego, niż miałoby to miejsce w 1939 r., kiedy to już był chętny do rozpoczęcia tego ataku. Ze względu na pakt Sowiecko-Niemiecki armie niemieckie gotowe do ofensywy nazistowskiej z 1941 roku stały kilkaset kilometrów dalej na zachód, a zatem w znacznie większej odległości od celów strategicznych w głębi Związku Radzieckiego. W 1941 r. wojska niemieckie mialy do pokonania odległość kilkuset kilometrów do Moskwy. Oznacza to, że bez paktu z pewnością zajęliby oni miasto, co mogło spowodować kapitulację Sowietów.
    Dzięki paktowi Ribbentrop-Mołotow Związek Radziecki zyskał nie tylko cenną przestrzeń, ale także cenny czas, a mianowicie dodatkowy czas potrzebny na przygotowanie się do ataku niemieckiego, który pierwotnie zaplanowano na 1939 rok, ale musiał zostać przełożony na 1941 rok. W latach 1939-1941 przeniesiono na drugą stronę Uralu bardzo ważną infrastrukturę, przede wszystkim fabryki produkujące wszelkiego rodzaju materiały wojenne. Ponadto w 1939 i 1940 r. Sowieci mieli okazję obserwować i studiować wojnę, która szalała w Polsce, Europie Zachodniej i innych miejscach, a tym samym wyciągnąć cenne wnioski na temat nowoczesnego, zmotoryzowanego i błyskawicznego niemieckiego stylu ofensywnej wojny „Blitzkrieg”. Strategowie radzieccy dowiedzieli się na przykład, że koncentracja większości swoich sił zbrojnych w celach obronnych tuż przy granicy byłaby fatalna i że tylko „obrona w głębi” dawała możliwość zatrzymania nazistowskiego walca. Dzięki tej nauce Związek Radziecki co prawda z trudem przetrwał napaść nazistowską w 1941 r. ale ostatecznie wygrał wojnę z tym potężnym wrogiem.
    Aby umożliwić dogłębną obronę Leningradu, miasta z ważnym przemysłem zbrojeniowym, Związek Radziecki zaproponował sąsiedniej Finlandii jesienią 1939 r. zamianę terytoriów, która odsunęłaby granicę tych dwóch krajów dalej od miasta. Finlandia, sojusznik nazistowskich Niemiec, odmówiła, ale poprzez „wojnę zimową” z Finlandia w 1939-1940 r. Moskwie udało się ostatecznie osiągnąć tę modyfikację granic. W związku z tym konfliktem, który sprowadził się do agresji na Finlandię, Związek Radziecki został wykluczony z Ligi Narodów. W 1941 r., kiedy Niemcy zaatakowali Związek Radziecki, wspierani przez Finów i oblegali Leningrad przez wiele lat, takie dostosowanie granic pozwoliło miastu przetrwać mękę oblężenia.

    To nie Sowieci, ale Niemcy podjęli inicjatywę w negocjacjach, które doprowadziły do zawarcia paktu Ribbentrop-Mołotow. Uczynili tak, ponieważ oczekiwali, że uzyskają z tego korzyść, tymczasową, ale bardzo ważną korzyść – neutralność Związku Radzieckiego, podczas gdy Wehrmacht zaatakował najpierw Polskę, a potem Europę Zachodnią. Ale nazistowskie Niemcy również odniosły dodatkową korzyść z umowy handlowej związanej z paktem. Rzesza cierpiała na chroniczny brak wszelkiego rodzaju surowców strategicznych, a sytuacja ta groziła katastrofą, kiedy, jak można się było spodziewać, brytyjskie wypowiedzenie wojny doprowadziłoby do blokady Niemiec przez Królewską Marynarkę Wojenną. Problem ten został zneutralizowany przez przewidziane w umowie dostawy produktów takich jak ropa naftowa przez Sowietów. Nie jest jasne, jak istotne były te dostawy, zwłaszcza ropy naftowej: według niektórych historyków niezbyt ważne, a według innych niezwykle ważne. Niemniej jednak nazistowskie Niemcy nadal w dużej mierze polegały na ropie importowanej – głównie przez porty hiszpańskie – ze Stanów Zjednoczonych, przynajmniej do czasu, gdy wujek Sam wszedł do wojny w grudniu 1941 roku. Latem 1941 r. dziesiątki tysięcy nazistowskich samolotów, czołgów, ciężarówek i innych maszyn wojennych zaangażowanych w inwazję na Związek Radziecki były nadal w dużej mierze uzależnione od paliwa dostarczanego przez amerykańskie fundusze naftowe.
    Choć nie jest pewne, jak ważna dla nazistowskich Niemiec była ropa naftowa dostarczana przez Związek Radziecki, to jednak pewne jest, że pakt zobowiązywał stronę niemiecką do odwzajemnienia się, dostarczając Sowietom gotowe produkty przemysłowe, w tym najnowocześniejszy sprzęt wojskowy, który został wykorzystany przez Armię Czerwoną do wzmocnienia jej obrony przed niemieckim atakiem, którego się spodziewali wcześniej czy później. Było to głównym powodem do niepokoju dla Hitlera, który chciał jak najszybciej rozpocząć swoją antyradziecką krucjatę. Zdecydował się to zrobić, chociaż po upadku Francji Wielka Brytania była daleka od pokonania. W związku z tym w 1941 r. niemiecki dyktator stanął w obliczu sowieckiego wroga, który stał się znacznie silniejszy niż w 1939 r.
    Stalin podpisał pakt z Hitlerem, ponieważ architekci ustępstw wobec Hitlera w Londynie i Paryżu odrzucili wszystkie sowieckie propozycje utworzenia wspólnego frontu przeciwko Hitlerowi. Odrzucili te propozycje także dlatego, ponieważ mieli nadzieję, że Hitler przemaszeruje na wschód i zniszczy Związek Radziecki, co chcieli ułatwić, oferując mu „trampolinę” w przejeciu terytorium Czechosłowacji. Jest praktycznie pewne, że bez tego paktu Hitler zaatakowałby Związek Radziecki w 1939 roku. Z powodu paktu Hitler musiał jednak poczekać dwa lata, zanim w końcu będzie mógł rozpocząć swoją antyradziecką krucjatę. Dało to Związkowi Radzieckiemu dodatkowy czas i przestrzeń, które pozwoliły na poprawę jego obrony na tyle, by przetrwać napaść, kiedy Hitler wysłał wreszcie psy wojenne na Wschód w 1941 r.
    Armia Czerwona poniosła straszliwe straty, ale ostatecznie zdołała powstrzymać nazistowskiego grabieżcę. Bez tego radzieckiego sukcesu, osiągnięcia opisanego przez historyka Geoffreya Robertsa jako „największy wyczyn wojenny w historii świata”, Niemcy najprawdopodobniej wygrałyby wojnę, ponieważ uzyskałyby kontrolę nad polami naftowymi Kaukazu, bogatymi gruntami rolnymi Ukrainy i wieloma innymi bogactwami ogromnej ziemi Sowietów. Taki triumf przekształciłby nazistowskie Niemcy w niewytłumaczalne supermocarstwo, zdolne do prowadzenia nawet długotrwałych wojen z każdym, w tym z sojuszem angloamerykańskim. Zwycięstwo nad Związkiem Radzieckim dałoby nazistowskim Niemcom hegemonię nad Europą. Dziś na kontynencie drugim językiem nie byłby angielski, lecz niemiecki.

    Bez paktu wyzwolenie Europy, w tym wyzwolenie Europy Zachodniej przez Amerykanów, Brytyjczyków, Kanadyjczyków itp. nigdy by się nie wydarzyło. Polska nie istniałaby; Polacy byliby poddanymi „aryjskich” osadników w zniemczonej Ostlandii rozciągającej się od Bałtyku do Karpat, a nawet Uralu. A rząd polski nigdy nie nakazałby zniszczenia pomników ku czci Armii Czerwonej, jak to miało miejsce ostatnio, nie tylko dlatego, że nie byłoby Polski, a więc rządu polskiego, ale dlatego, że Armia Czerwona nigdy nie wyzwoliłaby Polski i pomniki te nigdy nie zostałyby wzniesione.
    Pojęcie, że Pakt Hitlera i Stalina wywołał II wojnę światową jest gorsze niż mit, jest to jawne kłamstwo.
    Przeciwnie: pakt był warunkiem wstępnym szczęśliwego wyniku Armageddonu 1939-1945, czyli klęski nazistowskich Niemiec.

    Polubione przez 4 ludzi

    letlord , 9 września 2019 at 21:47
    "

    źródło
    https://kodluch.wordpress.com/2019/09/09/09-09-2019-syria-1437-dzien-sprzatania-swiata/

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

ULUBIENI AUTORZY

więcej